FANDOM


Od lat 7.svg.png To opowiadanie (wg naszej klasyfikacji) jest dozwolone od siódmego roku życia.


Das was einmal to historia oparta na fabule serialu "Miraculum: Biedronka i Czarny Kot".

Opis

Marinette pochodzi z biednej rodziny. Adrien jest księciem. Czy ich losy się spotkają?

Opowiadanie

Rozdział I

Marinette obudziły promyki słońca. Szybko zeszła do piekarni, aby pomóc swoim rodzicom przed otwarciem. Szybko rozgrzała piec, aby następnie wałkować ciasto na maślane croissanty. Dzisiaj miała się odbyć parada królewska. Wiele klaunów oraz dwór królewski będą przechodzić tuż obok miejsca ich zamieszkania! Dlatego od rana wraz z rodziną przygotowywała smaczne wypieki. Mieli małą szanse, że rodzina królewska zatrzyma się u nich na odpoczynek, lecz zawsze trzeba mieć nadzieję. Rodzice właśnie wyciągnęli świeże bułki z pieca. Nagle w piekarni rozległ się charakterystyczny zapach pieczywa. Marinette przypomniało się jej dzieciństwo... Pełne wypieków oraz ciężkiej pracy. Nie owijajmy w bawełnę. Pochodziła z biednej rodziny, a jej jedynym zarobkiem była ta piekarnia. Dziewczyna bardzo chciała pomóc rodzicom - tak wiele dla niej zrobili. Jednakże ta zwykła rutyna zaczęła ją nudzić... Codziennie to samo. Jednak, dzisiejszy dzień miał być bardziej interesujący. Tom i Sabine pozwolili córce wyjść i oglądać paradę. Marzyła o tym od małego dziecka! Zawsze chciała chociaż raz zobaczyć całą rodzinę królewską, a w szczególności księcia Adriena. Chodziły pogłoski, że jest zdumiewająco przystojny... Jednak uroda księcia nie była ważna dla Marinette. Dla niej liczyło się to co jest w środku, a książę na pewno musiał być pusty. Tak było zawsze. Rozpuszczony jedyny syn, dziedzic tronu, mógł sobie zażyczyć wszystko. Nigdy nie strudził się pracą, a ona pochodząca z biednej rodziny musiała robić wszystko aby zapewnić przetrwanie swojej rodzine. Ale tak już zwykle bywa w tych czasach... Z rozmyśleń wyrwał ją głos jej rodzicielki.

- Marinette, poszła byś proszę po więcej mąki? Bo właśnie nam się skończyła..

- Oczywiście mamo!

Szybko zabrała swój płaszcz i wyszła na świeże powietrze. Na ulicy trwały już przygotowania do parady. Urzędnicy wywieszali na domach godła królewskie, a jeszcze inni girlandy... Lecz nie mogła się przyglądać temu widokowi, bo śpieszyło jej się do młyna, który stał dość daleko stąd. Po przejściu kilkoma wąskimi uliczkami zauważyła starszego mężczyznę. Leżał na ziemi, ewidentnie nie mógł się podnieść. Dziewczyna niewiele myśląc podbiegła do cierpiącego i delikatnie pomogła mu wstać.

- Dziękuję Ci śliczna panienko.

- Ach nie ma za co - posłała mu szeroki uśmiech.

Mężczyzna uśmiechnął się i poszedł w swoją stronę. Za raz potem dziewczyna powróciła na swoją ścieżkę do młynu. Na miejscu powitał ją młynarz, ojciec jej najlepszej przyjaciółki, Alyi. Wręczył jej worek mąki, oczywiście za drobną opłatą, bo czego się nie robi dla znajomych? Uszczęśliwiona dziewczyna wróciła do domu. Oddała mąkę rodzicom i udała się do swojego pokoju, aby przyszykować się na paradę. Nagle jej oczom ukazało się czarne pudełeczko. Nigdy wcześniej jej tutaj nie widziała... Z wielką ciekawością uchyliła wieczko... Zobaczyła dwa, mocno świecące, rubinowe kolczyki. Nigdy w życiu nie widziała czegoś tak drogocennego... Nie powstrzymała emocji, popłakała się. Za nie jej rodzina mogła by żyć w dostatku przez całe życie! A jednak coś zmusiło ją, do przymierzenia ich... Nie mogła się oprzeć pokusie... Kiedy tylko skończyła zakładać drugi kolczyk, oślepił ją blask... Nagle jej oczom pokazało się małe, czerwone stworzonko... Patrzyło na Marinette swoimi dużymi oczami.. Podleciało na wysokość jej oczu i rozpoczęło rozmowę.

- Jestem Tikki, kwami biedronki...

Dziewczyna nie pozwoliła dokończyć istotce swojej wypowiedzi, rzuciła się na nią ze słoikiem. Kwami zwinnie jej umknęło..

- Marinette! Posłuchaj mnie!

- Z... Z kąt ty znasz moje imię?

- Daj mi wszystko wytłumaczyć! - mówiąc to podleciała na wysokość wzroku Mari - Pomogę Ci przemieniać się w Biedronkę.

- B.. Biedronkę?

- Tak. Bohaterkę o mocach szczęścia...

- To chyba trochę za dużo jak na jeden dzień...

Nagle rozległ się głos trąbki.. Rodzina królewska... Musi już przechodzić obok piekarni! Zabrała ze sobą kwami i wyleciała przed próg swojego domu. Nie myliła się... W oddali zauważyła błyszczące się złoto... Zaraz potem jej oczom ukazał się przepiękny orszak. Nigdy w życiu nie widziała czegoś tak pięknego... Wyprostowała się i czekała, aż królestwo minie jej mieszkanie.

Rozdział II

Kogut zapiał w ogrodzie królewskim. Adrien powoli otworzył oczy.. Usiadł na łóżku i rozejrzał się. Słońce właśnie wschodziło... Dzisiaj był dzień parady! Królewicz co roku czekał na właśnie ten poranek. Tylko dzisiaj mógł zobaczyć swoich poddanych. Oczywiście nie miał na myśli arystokracji. Oni bywali na zamku bardzo często wliczając w to pannę Chloé Bourgeois, córkę doradcy ojca. Znał ją już naprawdę długo, lecz nic do niej nie czuł, w przeciwieństwie do blondynki... Już trochę go męczyła.. Dzisiaj odwiedzi ubogą część miasta - jego ulubioną. Nigdy nie lubił przepychu. Tam było idealnie... Zapach świeżego chleba na ulicy.. Śpiewy kobiet pracujących w kuchni... Życie bez kłamstw, bez tajemnic. Zazdrościł tym ludziom... Lecz urodził się w królewskiej rodzinie i musi się z tym pogodzić. Za kilka lat odziedziczy tron po swoim ojcu.. Jeszcze nigdy nie myślał o sobie jako o "przyszłym królu". Ciągle chodził z głową w chmurach. Owszem, uczył się szermierki oraz języków obcych, nie mówiąc już o sztuce pisania i czytania. Jednak jego rutyna strasznie go nudziła... Dzień Parady zawsze kojarzył mu się z matką. Ona również kochała odwiedzać ubogą część obywateli.. Był bardzo hojna i dobroduszna.. Bardzo jej brakowało blondynowi. Była dla niego podparciem w ciężkich chwilach.. A teraz został sam. Zupełnie sam... Jego ojciec nie wiele się o niego troszczył.. Chyba, że chłopak myślał tak, ponieważ od naprawdę dawna nie spędzali ze sobą czasu... Na szczęście dzisiejszy dzień miał być wyjątkowy. Czuł to. Coś dzisiaj się wydarzy... Rozmyślając wszedł do jadalni. Na stole jak zwykle stało obfite śniadanie... Szybko zjadł i wyszedł się przewietrzyć. Ranek był jeszcze lekko chłodny.. Nagle zauważył lżącego mężczyznę. Szybko do niego podbiegł, pomógł wstać i podał mu jego laskę.

- Bardzo dziękuję miły młodzieńcze.

- Ach, nie ma za co - uśmiechnął się książę.

Był to pierwszy raz kiedy ktoś nie nazwał go księciem... Mężczyzna uśmiechnął się i odszedł. Po okrążeniu całego ogrodu chłopak również wrócił. W salonie zastał.. Swojego ojca. Ewidentnie czekał na jego powrót.

- Przygotuj się, już za nie długo wyruszamy.

- Dobrze ojcze...

Szybko pobiegł do swojej komnaty. Kiedy wszedł do środka zauważył coś dziwnego... Nieznana mu czarna szkatułka leżała na jego łóżku... Z ciekawości otworzył wieko... Jego oczom ukazał się piękny czarny pierścień. Nie wytrzymał.. Przymierzył biżuterię. Nagle oślepiło go jasne światło... Za raz potem ukazało mu się czarne stworzonko, wyglądem przypominające kota. Chłopak instynktownie sięgnął po kielich, stojący zawsze przy jego łóżku. Rzucił się na stworzenie z zamiarem uwięzienia go. Jednakże zrobiło unik i zaczęło rozmowę:

- Ej! Uważaj! Nic ci nie zrobię, jeżeli nie będziesz mnie atakować!

- Cz.. Czym jesteś?

- Jestem twoim kwami. Nazywam się Plagg. Będę pomagał ci przemieniać się w Czarnego Kota.

- Cz.. Czarnego Kota?

- Tak. Bohatera o mocach nieszczęścia.

Książę opadł na fotel. A jednak to wszystko prawda. Lata przed nim bliżej nie zdefiniowanie stworzenie, a do tego jeszcze mówi! To już niedorzeczne! Jednakże słyszał już wcześniej opowieści o Czarnym Kocie. Podobnież był bardzo dzielny i odważny oraz zawsze chronił słabszych. Tylko dlaczego ten przywilej dostał akurat on? Za niedługo będzie musiał się zająć panowaniem w Paryżu, nie będzie miał czasu na bohaterstwo... Chociaż jako Czarny Kot bez przeszkód będzie mógł odwiedzać ubogich.. To naprawdę kusząca propozycja... Zawsze kiedy tylko próbował rozpocząć z kimś rozmowę, on klękał przed nim... Teraz mogło być inaczej. Z rozmyśleń wyrwał go głos jego kwami.

- Chyba twój ojciec Cię woła..

Chłopak zupełnie zapomniał o paradzie! Szybko się ubrał, i spojrzał na Plagga. Musiał go ze sobą wziąć, ale jak? Nikt go nie mógł zobaczyć.. Wpadł na pomysł. Uchylił kieszeń...

- Chodź Plagg.

Kwami posłusznie wleciało do swojego nowego domku a on szybko powrócił do salonu, gotowy już do wyjścia. Gdy tylko Gabriel go spostrzegł, był na niego lekko zły, lecz od razu wyszli z zamku. Cały orszak skierował się w stronę najbiedniejszej dzielnicy Paryża...

Rozdział III

Pierwsi mieszkańcy dworu minęli Marinette. Wszyscy byli ubrani w kolorowe, drogie ubrania. Zadzierali swoje głowy do góry z dumą i kroczyli jak pawie przed siebie. Za raz po nich dziewczynę mieli ominąć książę wraz z królem. Dziewczyna co roku przyglądała się kolorowej paradzie. Uwielbiała choć raz do roku zobaczyć ten przepych, kolory, koronki.. Zawsze wtedy powstawały najpiękniejsze projekty jej autorstwa zainspirowane właśnie tym dniem. W rozmarzeniu błądziła wzrokiem po nie znajomych twarzach.. Gdy w końcu zauważyła blondyna. Wydawał jej się... Smutny? Czy osoba wysoko urodzona mogła być smutna? Przecież miał wszystko. Nie cieknący dach nad głową, służbę na każde jego zawołanie, obfite posiłki, ciepłe ubrania... Ale jednak coś dręczyło chłopaka. Ich spojrzenia spotkały się... Miał takie piękne, zielone oczy.. Marinette na chwilę odpłynęła. Nie zauważyła, że chłopak szepną coś ojcu i teraz idzie w jej stronę.. Kiedy zobaczyła przybliżającego się z księcia, szybko schowała się za drzwiami piekarni rodziców. Myślała, że wielkie dębowe drzwi ochronią ją przed wzrokiem chłopaka... Znowu się rozmarzyła... Nawet nie usłyszała dzwonka zwiastującego przybycie nowego klienta... Odwróciła się z zamiarem pójścia do swojego pokoju, gdy nagle walnęła w coś twardego i już miała upaść na podłogę, gdy ktoś ją złapał... Przestraszona dziewczyna po woli otworzyła oczy... Pierwsze co zobaczyła, to piękne zielone tęczówki...

- Nic Ci nie jest?

- Nie... Nic...

Wstała i otrzepała się z mąki, która znajdowała się w całym jej domu. Nic dziwnego, to przecież piekarnia... Spojrzała na jej wybawiciela. Zamurowało ją. Przed dziewczyną stał we własnej osobie książę Adrien. Co jeszcze bardziej ją zdziwiło, teraz uśmiechał się. Chyba zauważył speszenie na twarzy niebieskookiej, ponieważ od razu zawstydził się.

- Ja.. Przepraszam za kłopot, ale zauważyłem szyld z napisem "piekarnia" i momentalnie zgłodniałem - zaśmiał się - Czy jest tu coś do kupienia?

- T.. Tak. Oczywiście. Niech pan idzie za mną.

Zaprowadziła go do wielkiej, kamiennej lady. Stanęła po drugiej stronie i przywarła poważny wyraz twarzy.

- Co podać?

- Poproszę jednego crossanta.

Chłopak zaczął grzebać w kieszeni kurtki, aż wreszcie odnalazł złotą monetę. Ten gest zauważyła zajęta pakowaniem Marinette.

- Dzisiaj jest dzień parady i nie przyjmujemy zapłaty, za wypieki - Podała mu jego zamówienie - Miłego dnia!

Chłopak się uśmiechnął. Wychodząc z piekarni, na samym końcu blatu zostawił monetę. Zdezorientowana dziewczyna nie wiedziała co zrobić.. Książę odwrócił się i jeszcze raz posłał jej miłe spojrzenie. Za raz potem rozległ się dźwięk zamykanych drzwi. Dziewczyna jeszcze przez chwilę stała zastygnięta jak słup soli.. Kiedy się ocknęła, pobiegła na zewnątrz. Niestety orszak zdążył już minąć jej mieszkanie...

- Ach Tikki, co ja teraz zrobię?

- Spokojnie Mari, przecież nic się nie stało, to był napiwek.

- Nie o to mi chodzi! Wpadłam na drugą najważniejszą osobę w całym Paryżu! On już na pewno zapamiętał mnie jako niezdarną dziewczynę, umazaną w mące...

- Nie powinnaś się tym aż tak przejmować Mari... Zresztą będziesz miała szansę go przeprosić na balu!

- Co?! Jakim balu?

- Nie słyszałaś? Herold ogłosił wielki bal dla wszystkich paryżanek. Król Gabriel chce znaleźć narzeczoną dla swojego syna!

- Nie wydaje Ci się, że książę nie jest na to za młody?

- Ach Marinette... W polityce nie liczy się wiek...

Dziewczyna od razu posmutniała. Zrobiło jej się żal blondyna... Musiał wypełniać wszelkie nakazy ojca.. Co jeśli książę zakocha się w kimś na balu? Jego ojciec na pewno nie będzie się liczył z jego uczuciami i wybierze mu jakąś pustą księżniczkę z bogatego królestwa... Marinette czuła, że nic nie wskóra w tej spawie.. Ale dlaczego nie spróbować?

Rozdział IV

Przechodziłem właśnie z ojcem przez jedną z najbiedniejszych uliczek Paryża, gdy dowiedziałem się od mojego nadwornego pazia Nino o planie mojego ojca. Zamierzał wydać bal, a na niego zaprosić wszystkich mieszkańców Paryża. Nie rozumiem tylko dlaczego. Wiem, że nie przepada za tym typem rozrywek. Nie mogłem znaleźć żadnego wyjaśnienia. Zamyślony, poczułem zapach świeżego pieczywa. Natychmiastowo podniosłem głowę i zauważyłem wielki szyld z napisem „Piekarnia”. Poinformowałem ojca, że za raz wracam i udałem się w stronę budynku. Właśnie wtedy ujrzałem najpiękniejsze oczy na świecie. Fioletowe tęczówki wpatrywały się na mnie jak w obrazek. Dziewczyna speszyła się i szybko zniknęła za drzwiami mieszkania. Pewnym krokiem przekroczyłem próg i poczułem, że na coś wpadam. Raczej nie na coś, tylko na kogoś. Szybko złapałem panienkę, idealnie w momencie, kiedy miała dotknąć podłoża.

- Nic Ci nie jest?

- Nie.. Nic.

Dziewczyna wstała i otrzepała się z mąki. Spojrzała na mnie. Chyba ją zamurowało. Nic dziwnego. Nie na co dzień, zwykła dziewczyna, córka piekarza, ma szanse oglądać księcia, dziedzica tronu. Ba, nawet z nim rozmawiać! Uśmiechnąłem się, aby dodać jej otuchy. Jednak szybko przestałem, widziałem, że speszyło to jeszcze bardziej dziewczynę. Odsunęła się jeszcze na krok, aby zachować stosowną odległość.

- Ja.. Przepraszam za kłopot, ale zauważyłem szyld z napisem "piekarnia" i momentalnie zgłodniałem - zaśmiałem się - Czy jest tu coś do kupienia?

- T.. Tak. Oczywiście. Niech pan idzie za mną.

Zaprowadziła mnie do wielkiej, kamiennej lady. Stanęła po drugiej stronie i przywarła poważny wyraz twarzy. Wyglądała dość śmiesznie, lecz było widać, że traktuje swoją pracę na poważnie. Za chwilę usłyszałem ponownie słodki głos.

- Co podać?

- Poproszę jednego crossanta.

Kiedy dziewczyna zajęła się przygotowaniem pakunku, zacząłem grzebać w kieszeni kurtki, aby zapłacić tej miłej damie. Znalazłem jedną złotą monetę i już miałem położyć ją na stole, gdy ona uprzedziła mnie.

- Dzisiaj jest dzień parady i nie przyjmujemy zapłaty, za wypieki - Podała mi moje zamówienie - Miłego dnia!

Uśmiechnąłem się. Mimo wszystko postanowiłem zostawić dziewczynie należną zapłatę. Doskonale wiedziałem, że ona przenigdy nie przyjęła by od mnie nawet najmniej wartościowego grosza. Dlatego wychodząc, na samym końcu blatu zostawiłem jej błyszczącą monetę. Zdezorientowana dziewczyna nie wiedziała co zrobić.. Szybko wyszedłem z budynku, a za mną rozległ się dźwięk zamykanych drzwi. Skierowałem swoje kroki w stronę czekającego ojca. Kiedy zająłem miejsce przy jego boku, parada ruszyła w dalszą drogę. Delikatnie się odwróciłem i ujrzałem fioletowe tęczówki wpatrujące się we mnie wśród tłumu. Mimo woli uśmiechnąłem się w duchu. Dziewczyna przeżyła szok i pewnie do tej pory nie może uwierzyć w to co się stało. Muszę przyznać, że bardzo ją polubiłem.. Zerknąłem na mojego ojca. Wydawał się bardzo zamyślony, jakby chciał mi coś powiedzieć. Miałem rację. Za raz potem usłyszałem jego surowy głos, wołający moje imię.

- Adrien! Muszę Ci coś wyznać.

- Tak ojcze?

- Na dzisiejszym balu poznasz panienkę Lilę, córkę króla Włoch. Mam zamiar zawiązać bliższe kontakty handlowe z tym krajem.

- Co masz na myśli?

- Dzisiaj poznasz swoją przyszłą żonę.

Zatkało mnie. Nie mogłem uwierzyć w słowa, które przed chwilą padły z ust mojego ojca. Czy on właśnie zaplanował mi całe życie? Jest królem oraz moim ojcem, ale nie może podejmować takich decyzji za mnie! Zagotowałem się. Prędzej ucieknę z domu i zrzeknę się wszelkich praw, niż wyjdzie za jakąś kolejną lafiryndę. Wolę mieszkać na wsi, prowadzić normalne, ciężkie życie, niż leżeć na tronie w pałacu i nie robić nic. Na pewno się nie zgodzę na taki los. Dzisiaj jak tylko wrócę do domu będę musiał opracować plan ucieczki . Och mamo, gdybyś tutaj jeszcze z nami była. Ojciec potrafi zepsuć nawet dzień parady. Muszę wymyślić jakiś sposób, aby wymknąć się z tego balu.. Plagg! Jestem genialny. Z wymalowanym sztucznym uśmiechem wszedłem do zamkowego holu.

Rozdział V

Słońce powoli kończyło swoją wędrówkę po niebie. Ostatnie złote promyki chowały się za horyzontem. W Paryżu jednak nikt nie myślał o położeniu się na swoim łożu czekając na następny dzień. Wielki bal na zamku króla Gabriela miał się rozpocząć równo z początkiem nocy. Pięknie ubrane księżniczki wychodziły z bogato ozdobionych wozów, wszystkie kierowały się do sali balowej. Towarzyszyli im przystojni książęta oraz najbliższa służba. Tymczasem Marinette siedziała skulona w swoim pokoju i patrzyła się w dal. Bardzo chętnie poszłaby na przyjęcie, jednak nie miała towarzysza. Zresztą nie posiadała żadnej odpowiedniej do tej okazji sukni. Nagle w głowie zaczęły jej się przypominać słowa małej istotki „Pomogę Ci się przemieniać w Biedronkę”. A może to ona była jej ostatnią eską ratunku? Spojrzała w kierunku czarnej szkatułki stojącej na jej biurku. Od razu po rozmowie z Tikki, zdjęła kolczyki, ponieważ uznała, że była to istota nieczysta.. Jednak wydawała się tak miła. Powoli dotarła do miejsca spoczynku pudełka. Delikatnie uchyliła wieczko, a jej oczom ukazały się czerwone kolczyki. Dziewczyna zawahała się. Przecież zakładając je, mogła zawiązać pakt z diabłem. Co wtedy powiedzieli by jej rodzice? Gdyby ją wydziedziczyli, nie miała by gdzie pójść. Jej serdeczna koleżanka również nie mogła by jej przyjąć. Przecież zastała by przeklęta na całe swoje marne życie. Mimo wszystko założyła brylanty. Po praz kolejny oświetliło ją czerwone światło, a przed nią pojawiła się mała istotka w czarne kropki. Spojrzała się ze współczującymi oczami na córkę piekarza.
- Bardzo dobrze wybrałaś Marinette. Obiecuję, że się nie zawiedziesz. Muszę Cię jednak ostrzec. Jeżeli będziesz bardzo długo korzystała ze swojej mocy, ja utracę siły, przez co będziesz musiała powrócić do swojej normalnej postaci. Czy wszystko rozumiesz?
- Tak – Marinette się jeszcze troszkę zawahała - Tikki, kropkuj.
Poczuła przyjemne ciepło przeszywające jej ciało. Kiedy otworzyła oczy, udała się do lustra stojącego po drugiej stronie pokoju. Podniosła wzrok, a jej oczom ukazała się ciemnowłosa dziewczyna ubrana w piękną, czerwono czarną sukienkę z wieloma falbanami. Włosy spokojnie spoczywały na jej ramionach, na głowie miała założoną delikatną, czerwoną opaskę. Całość dopełniał lekki makijaż oraz czarne buty na obcasie. Nie mogła uwierzyć, że przed lustrem stała właśnie ona. Delikatnie wyszła z domu, uważając aby rodzice nie zauważyli, że się wymyka. Po przekroczeniu progu piekarni ruszyła w kierunku oświetlonego zamku. Po drodze mijała wiele nastolatek w jej wieku, patrzących na nią z zazdrością. No cóż. Każda z nich starała się o serce księcia. Jednak Marinette pragnęła po raz pierwszy w swoim życiu zwiedzić zamek królewski. Jej marzenie za czasów dzieciństwa właśnie miało się spełnić. Wtopiła się w tłum osób czekających na uroczyste powitanie. Wkrótce ona sama podchodziła do szlachetnie urodzonego członka dworu, trzymającego w ręce trąbę, jaką używano do publicznego ogłaszania dekretów króla. Uprzejmie spytał się o imię dziewczyny. Stanął na środku schodów i.. Nie wiedział co powiedzieć. Przecież nie przedstawi jej jako „Biedronka”.
- Panna Ladybug de Paris.
Uśmiechnął się przyjaźnie do Marinette i odszedł dalej. Tymczasem dziewczyna powoli zeszła z wdziękiem po długich schodach, prowadzących tuż do sali w której odbywało się przyjęcie. Błądziła wzrokiem po wykończonych złotem ścianach, pełnych kolorowych dekoracji. W końcu zauważyła podwyższenie na drugim końcu korytarza. Na samym środku, na wielkim tronie siedział król Gabriel. Tuż obok niego stał jego zielonooki syn, przypatrujący się wszystkim osobom które wchodziły do komnaty. Nagle podszedł do nich mężczyzna, ubrany w charakterystyczne, czerwone futro, a za raz po nim, ubrana w pomarańcz nastolatka. Wyżej urodzeni obywatele przywitali się i zaczęli mało interesującą rozmowę. Marinette stwierdziła, że Adrien zbytnio nie przejmuje się wypowiedzią jego ojca, tylko bacznie ilustruje.. Właśnie.. Ją! Dziewczyna lekko się speszyła i spróbowała wtopić się w tłum. Jednak nadal nie mogła się pozbyć wzroku spoczywającego na jej plecach.

Rozdział VI

Bal miał się rozpocząć już za parę godzin, a Adrien nadal nie był gotowy. Biegł z myślami do widoku pięknych, fiołkowych tęczówek. Nie wiedział dla czego ale nie mógł o nich zapomnieć. Tak przypominały mu oczy jego zaginionej Matki. Zawsze mógł w nich odnaleźć te same wesołe iskierki.. Bardzo pragnął je znowu zobaczyć, jednak wiedział, że jego ojciec nigdy by się na to nie zgodził. Według niego całe społeczeństwo mieszkające poza murami zamku nie było godne rozmowy z wysoko urodzonymi szlachcicami. W sercu skrywał wielką nadzieję, że panienka z piekarni pojawi się na dzisiejszej uroczystości. Za raz po poznaniu „jego przyszłej żony” miał zamiar przemienić się w Czarnego Kota i poszukać w tłumie właścicielki lawendowych tęczówek. Ciągle z głową w chmurach wstał ze swojego łoża i wyjrzał za okno. Tym razem widok pięknie kwitnących róż nie poprawił mu humoru. Nadal nie potrafił uwierzyć, że jego ojciec decyduje o jego całym życiu. Nagle drzwi do komnaty otworzyły się z hukiem.
- Panicz jeszcze niegotowy? Za niedługo przyjadą pierwsi goście.
- Dziękuję Nathalie, już za chwilę zejdę na dół.
Kobieta wyszła, a Adrien znowu został sam. Jednak nie zupełnie do końca. Na łóżku wylegiwał się Plagg, jedząc nieładnie pachnący camembert. Książę postanowił jednak się ubrać i już za chwilę schodził po złotej klatce schodowej prosto do sali tronowej. Zastał tam jego ojca, czekającego na jego przybycie. W jego oczach widział wyraz zdenerwowania.
- Spóźniłeś się – odpowiedział z wyćwiczonym, anielskim spokojem.
- Przepraszam, coś mnie zatrzymało.
Mężczyzna spojrzał na swojego syna, lecz tylko wzruszył ramionami. Już za niedługo miało dojść do jednego z największych sojuszów Francji. Nie przejmował się zbytnio tym co robi jego syn. Teraz najważniejsze było zrobić dobre wrażenie. Aby dojść do głównego wejścia do zamku musieli przekroczyć salę balową. Kiedy tylko stanęli pod wysokim sklepieniem, Adrienowi rzuciły się w oczy piękne, złote ozdoby porozwieszane po wszystkich czterech ścianach. Wiele dworzan przyozdabiało jeszcze zazwyczaj białe kolumny. Niestety jego ojciec podążał przed siebie z taką szybkością, że chłopak nie mógł go dogonić. Wkrótce stanęli już na zamkowym dziedzińcu, przyglądając się ostatnimi promykami słońca. Kiedy już słońce ostatecznie zniknęło za horyzontem, jak na zawołanie przyjechał drogocenny wóz. Wkrótce przybywało ich coraz więcej. Z każdego z nich wychodziły pięknie ubrane nastolatki, puszące się jak pawie. Nie lubił tego typu dziewczyn. Uważały, że świat powstał tylko dla nich, i to ich zdanie się jednie liczy. Przemilczał ten fakt i uśmiechał się sztucznie, kiedy każda z nich przechodziła obok niego. Lecz kiedy „arystokracja” weszła już do środka, nastąpił czas na mieszczan. Król Gabriel wrócił już do zamku, ponieważ nie mógł przeboleć tego faktu, że tak nisko postawione osoby przekroczą próg zamku. Adrien nie miał nic do powiedzenia. Musiał wraz z nim wrócić do sali balowej. Stanął obok tronu swojego ojca i wzrokiem błądził po obcych twarzach. I wtedy nagle ją zobaczył. Schodziła delikatnie po schodach, w pięknej czarno-czerwonej sukience. Początkowo nie mógł jej rozpoznać po masce, jednak oczy zdradziły jej prawdziwą tożsamość. Dziewczyna chyba zauważyła wzrok księcia, bo od razu się zapeszyła. Chłopak już chciał do niej zejść, gdy drogę zagrodził mu mężczyzna w krwistym płaszczu oraz dziewczyna w pomarańczy. Przywitali się z jego ojcem, a po urodzie ojca i córki, Adrien stwierdził, że pochodzą ze słonecznych Włoch. A więc to tak miała wyglądać jego „przyszła żona”. Kiedy ich spojrzenia się spotkały w oczach księcia było widać niechęć. Ta dziewczyna na pewno była pusta, jak reszta innych księżniczek. Jego ojciec był zajęty rozmową, więc nawet nie zauważył, kiedy Adrien wymknął się z podwyższenia. Szybko zniknął za zakrętem i przywołał do siebie Plagga. Za raz potem szepnął „Plagg wysuwaj pazury” i poczuł przeszywający jego ciało, przyjemny, ciepły dreszcz. Podszedł do jednego z wiszących w pobliżu luster i nie mógł uwierzyć własnym oczom. Przed nim stał blondyn ubrany w czarny frak. Na twarzy zaś miał czarną maskę, bardzo przypominającą tą, którą miała panienka Ladybug the Paris. Pewnym krokiem opuścił korytarz i wszedł na bal. Wiele osób odwracało za nim pokazując swoje zdziwione twarze. Jednak Adrien nie zwracał na nich swojej uwagi. Musiał za wszelką cenę odnaleźć niewiastę w czerwieni.

Rozdział VII

Dziewczyna spojrzała w kierunku podwyższenia na którym powinien stać książę Adrien. Jednak go tam nie było. Spanikowała. Miała go chronić. Zawiodła. Władca Francji krzyczał coś na jego opiekunkę, król Włoch szukał go wzrokiem w tłumie, a księżniczka wydawała się zaskoczona nagłym zniknięciem chłopaka. Za pewnie po raz pierwszy się z czymś takim spotkała. Tym razem Marinette utkwiła wzrok w wysokim blondynie, odzianym w czerń, który zdawał się iść właśnie w jej stronę. Skarciła go wzrokiem. Nie wiedziała jednak, że mężczyzna, którego właśnie skreśliła, był jej ukochanym dziedzicem tronu. Próbowała uciec przed jego wzrokiem, jednak on zbliżał się do dziewczyny z zadziwiającą prędkością. Już za raz pochylał się nad jej drobną osóbką.
- Co taka piękna panna ja ty, moja pani, robi na tym balu całkiem sama?
Marinette zignorowała jednak pytanie i ruszyła przed siebie. Chciała jak najszybciej zgubić chłopaka, który się do niej przyczepił. Nie mogła jednak iść za daleko, ponieważ zatrzymał ją uścisk na jej nadgarstku. Gwałtownie odwróciła się, a jej wzrok napotkał piękne, zielone tęczówki. Miała wrażenie, że skądś je już zna.. Chłopak przyciągnął ją bliżej siebie. Nagle usłyszała ciche pikanie. To na pewno zmęczona Tikki, chciała jej dać znak, przed ponowną przemianą. Wyrwała się z uścisku chłopaka i uciekła w pobliże nieznanego jej zamkowego korytarzu. Skryła się za zakrętem i już za chwilę stała tam jako zwykła Marinette. Zacisnęła mocnej chustę na jej głowie i postanowiła wtopić się w tłum licznych służących, które wnosiły i wynosiły jedzenie z sali balowej. Wzięła jedną z pustych tac i udając się za dziewczyną w szarej sukience znalazła się w zamkowej kuchni. Tam szybko odnalazła kilka ciastek dla Tikki. Ostrożnie wsunęła je za chustkę i już miała wracać, kiedy niespodziewanie wpadła na blondynkę, oblewając ją napojem, który ona niosła w ręce.
- Jak ty chodzisz!? - w głosie dziewczyny było słychać czystą nienawiść – Jeszcze raz się to powtórzy, a obiecuję, że dopilnuję, abyś straciła pracę.
Gniewnym krokiem odeszła od zdezorientowanej Marinette. Córka piekarza rozejrzała się dookoła. Wszystkie pozostałe dziewczyny, które aktualnie znajdywały się w pomieszczeniu wpatrywały się w nią. Nic dziwnego. Wyglądem zupełnie różniła się od nich. Służące miały na sobie szare, proste suknie do kolan, obwiązane białą wstążką, a ona? Stała tam w beżu i z brązową chustą na głowie. Nagle jedna z nich wskazała jej ręką drzwi, znajdujące się na drugim końcu dali. Marinette niepewnym krokiem podążyła we wskazanym kierunku. Delikatnie otworzyła wielkie, drewniane drzwi, a jej oczom ukazała się szatnia dla służby. Szybko przebrała się w szarą sukienkę. Sprawdziła, czy nikt jej nie podgląda, wypuściła swoją małą przyjaciółkę. Istotka ucieszona chwilą swobody, wywinęła kilka fikołków w powietrzu. Dopiero potem zauważyła smutny wyraz twarzy swojej właścicielki. Przystanęła i zawisła na wysokości jej oczu, z których spływały lekkie łzy.
- Mari, co się stało? – zatroskała się.
Dziewczyna jednak nie odpowiedziała. Kwami dopiero potem zauważyła, że patrzy na obraz wiszący tuż przed nią. Przedstawiał on portret rodziny królewskiej z przed kilkudziesięciu lat. Na samym środku stała uśmiechnięta królowa, która zawsze wnosiła do królestwa promienie słońca. Była wszędzie, doskonale rozumiała potrzeby zwykłych mieszczan. Uwielbiała zwiedzać wąskie uliczki Paryża. Wiele razy odwiedzała piekarnię rodziców. Była cudowną osobą, która obróciła życie Marinette o sto osiemdziesiąt stopni. Lecz od kiedy odeszła, nad miasto nadciągnęły ciemne, burzowe chmury. Nic już nie było jak dawnej.. Marinette otrząsnęła się ze swoich wspomnień. Udało jej się zdobyć na kilka cichych słów.
- Tikki, kropkuj.
Natychmiast ruszyła w kierunku sali balowej. W chwili, kiedy ona wspominała sobie królestwo za czasów rządów królowej, książę Adrien mógł być w niebezpieczeństwie, a ona musiała go ochronić. Na szczęście, gdy tylko wróciła na przyjęcie zauważyła go stojącego przy pustym już tronie. Odetchnęła z ulgą. Od teraz już go na pewno nie spuści z oczu.

Rozdział VIII

Adrien szukał w tłumie córkę piekarza. Na szczęście nie musiał długo czekać. Już po paru minutach ujrzał przecudne fiołkowe tęczówki. Ich spojrzenia się spotkały. Chłopak szybko się zorientował, że dziewczyna chce przed nim uciec, więc przyśpieszył kroku. Kiedy pochylał się już nad nią, zdał sobie sprawę, że nie zna jej imienia.
- Co taka piękna panna ja ty, moja pani, robi na tym balu całkiem sama?
Ona jednak zignorowała pytanie i ruszyła przed siebie. Najwyraźniej chciała jak najszybciej zgubić Adriena. Jednak on jej na to nie pozwolił. Złapał ją za delikatny nadgarstek. Podziałało. Posiadaczka pięknych tęczówek odwróciła się. Za raz po tym chłopak przyciągnął ją bliżej siebie. Stali tak wpatrzeni w siebie przez chwilę, lecz ona wyrwała się z uścisku i uciekła. Adrien stał w miejscu i wpatrywał się w miejsce gdzie zniknęła piękna dziewczyna. Czy ona właśnie go odrzuciła? Pewnie jej serce jest już zajęte przez innego chłopaka. Dziedzic tronu nie miał z nim najmniejszych szans. To prawda, że jest księciem, mieszka na królewskim dworze, lecz chciał aby ona zakochała się w normalnym nim, bez żadnych przywilejów, wyższości majątkowej. Odwrócił się i spojrzał w kierunku jego ojca. Najwyraźniej zauważył jego zniknięcie i teraz obwinia Nathalie. Biedna dziewczyna. Król codziennie tylko na nią krzyczy, nigdy nie pochwalił za dobrze wykonane zadanie.. Chłopak nie zdziwiłby się, gdyby kobieta odeszła po zniknięciu jego matki. Ale jednak została. Adrien zawsze się zastanawiał ile razy dziennie wypomina sobie swoją decyzję. Jego ojciec się zmienił. Stał się bardziej oschły i władczy.. Ale wciąż go kocha. Chyba powinien się z powrotem przemienić, bo zaraz zwolni Nathalie ze swojej posady. Udał się w kierunku jednego z licznych zaułków w zamku. Za raz potem stał tam w swojej normalnej postaci. Schował marudzącego o ser Plagga do kieszeni i udał się w kierunku podwyższenia. Asystentka królewska zauważyła go od razu, kiedy przekroczył próg sali. Uspokoiła jego ojca i czekała aż dotrze do miejsca w którym aktualnie się znajdywali.
- Paniczu, gdzieś ty był? – spytała jak był już w zasięgu jej głosu – Bardzo się o pana martwiliśmy.
- Zrobiło mi się duszno, więc postanowiłem się przejść.
Jednak wzrok jego ojca wyrażał tylko zdenerwowanie. Zresztą jak zwykle. Przywołał do siebie dziewczynę w pomarańczowej sukni i podszedł razem z nią do syna.
- Adrienie, poznaj panną Lilę, księżniczkę Włoch.
Dziewczyna się skłoniła, a sztuczny uśmiech wkradł się na twarz chłopaka. Nie mógł od razu pokazać ojcu, że nie chcę jej poślubić. Wpadł w szał, a dla wszystkich mieszkańców Paryża, byłby to pamiętny dzień.. Dlatego ucałował rękę nieznanej i zaprosił ją do tańca. Uradowana dziewczyna zgodziła się, a już za chwilę zniknęli w tłumie tańczących par. Całe to zajście obserwowała Chloé, wlepiając swój nienawistny wzrok w plecy księżniczki. Postanowiła przeszkodzić „młodej parze”. Przecież Adrien miał być tylko jej! Pewnym krokiem wkroczyła na parkiet. Nie było trudno ich znaleźć. Wszyscy balowicze przystawali, aby na nich popatrzeć. Stanęła tuż przy nich i czekała, aż zwrócą na nią uwagę.
- Paniczu Adrienie, pan woła Cię do siebie. :Podobnież jest to jakaś bardzo ważna sprawa.
Chłopak popędził w stronę tronu zostawiając zdezorientowaną Lilę na samym środku sali. Jednak za chwilę znalazł się śmiałek, który kontynuował taniec wraz z księżniczką. Tymczasem Chloé podążała za Adrienem, zmierzającym w stronę podwyższenia na końcu sali. Jednakże, kiedy tylko się tam pojawił, jego ojca tam nie było. Postanowił jednak zostać tam jeszcze chwilę. Teraz miał idealny wgląd na cały parkiet. Wzrokiem szukał pięknych, fioletowych tęczówek. Aż wreszcie je ujrzał. Dziewczyna stała pod jedną z kolumn, wpatrując się w tłum kłębiący się tuż przed nią. Przybrała poważną minę i ilustrowała wszystkich bawiących się mieszkańców królestwa. Czyżby w trakcie jego nieobecności stało się coś ważnego? Czy on coś przegapił? Mimo wszystko postanowił przedrzeć się w stronę dziewczyny. Musiał tylko ominąć Lilę i Chloé..

Rozdział IX

Marinette stała przodem do pewnego wysokiego bruneta, który chyba właśnie zebrał się do rozpoczęcia rozmowy, gdy poczuła na swoim ramieniu rękę. Gwałtownie się odwróciła i ujrzała piękne, zielone tęczówki. Za raz potem wirowała w szerokich ramionach księcia na samym środku sali balowej. Nadal nie mogła uwierzyć w to co się przed chwilą stało. Sam Adrien Agreste, dziedzic tronu, zaprosił ją do tańca.. Dziewczyna po prostu rozpływała się ze szczęścia. Jednak o wiele wcześniej niż by chciała, przeszkodził im dźwięk jej kolczyków. Najwyraźniej Tikki szybko zgłodniała. Dziewczyna musiała przeprosić księcia i szybko uciekła w kierunku zaplecza. Chłopak nie mógł nawet nic zrobić aby ją zatrzymać.. Tam przemieniła się z powrotem w cichą, szarą myszkę, Marinette. Odziana w szarą, służebną sukienkę udała się do kuchni, aby zdobyć kilka ciasteczek dla jej małej przyjaciółki. Ponownie przekroczyła próg pokoju i dyskretnie podkradła się do tac z deserami. Szybko wzięła dwa ciasteczka i włożyła je do kieszeni. Aby nie wyróżniała się z tłumu wzięła jedną z zapełnionych tac i wyszła na salę, aby zamienić ją z pustą. Kiedy odłożyła na kupkę do zmywania, piękny, srebrny przedmiot, rozejrzała się po pomieszczeniu. Dopiero teraz zauważyła, że jest to dość duże pomieszczenie, wypełnione wieloma półkami, na których stałe liczne przetwory i przyprawy. A więc było to dopiero „przestrzeń robocze” przed prawdziwą kuchnią. Jednak mimo wszystko panował tutaj wielki gwar. Ciągle ktoś musiał się przekrzykiwać przez tumany głosów, ogłaszając coraz to ważniejsze informacje. Po woli przypominały jej się sceny z dzieciństwa.. Skierowała swoje kroki na drugą stronę pokoju, gdzie o dziwo wisiało kilka obrazów. Jednakże nie wiedziała co dokładnie przedstawiają. Na jednym z nich namalowana była młoda szatynka trzymająca na rękach grubą, okrytą w skórę księgę. Jej włosy rozwiane były przez wiatr, a jej niebieskie oczy wpatrywały się w przestrzeń przed nią. Niestety tytuł zamazał się. Tuż obok wisiał portret mężczyzny, z małą, kozią bródką. Blondyn trzymał przed sobą, w uroczystym geście, szpadę. Srebrny przedmiot wydawał się taki prawdziwy.. Podpis autora na obu obrazach był taki sam, jednak na tyle nieczytelny, że dziewczyna nie mogła nic z niego odszyfrować. Zresztą nie zdziwiłaby się, gdyby było to zagraniczne nazwisko, w ogóle nie znanego jej artysty. Zrobiła krok w tył, aby mieć lepszą perspektywę do oglądania dzieł sztuki, gdy nagle poczuła, że wpadła na kogoś. Przeklinając się w duchu, aby nie była to po raz kolejny gniewna blondynka, gwałtownie się odwróciła. Ujrzała starszą panią, która wpatrywała się w nią z wielkim zdziwieniem wymalowanym w jej oczach
- Bardzo przepraszam, czy pani nic się nie sta.. - kobieta uciszyła Marinette ruchem dłoni i pokazała, że ma iść za nią.
Lekko zszokowana dziewczyna ruszyła za kobietą, aż dotarły do jednego z licznych, drewnianych drzwi, które ewidentnie prowadziły na zaplecze. Starsza kobieta pchnęła je delikatnie i weszła do środka. Córka piekarza zrobiła to samo. Znalazły się w małym, lecz przytulnym pomieszczeniu. Kobieta usiadła na fotelu, a dziewczyna naprzeciwko niej. Marinette zauważyła, że w pokoiku znajduje się więcej obrazów namalowanych tym samą kreską co wcześniej. W dodatku one również przedstawiały dość dziwne sytuacje..
- Dziecko, co cię tu sprowadza. Nie widziałam cię w naszej gwardii.. – nie dała jednak odpowiedzieć Marinette – Ach, rozumiem – teraz skierowała swój wzrok na fioletowe tęczówki dziewczyny – Nadajesz się idealnie. Za dwa dni, król urządza nabór do służby. Musisz się tam pojawić. Inaczej twoje przeznaczenie się nie spełni.
I nie mówiąc nic więcej, po prostu wyszła, zostawiając oszołomioną Marinette w pokoju. Dziewczyna impulsywnie wybiegła, aby móc zadać kobiecie jeszcze kilka pytań, lecz ona rozpłynęła się w powietrzu. Nie mogła jej nigdzie dosięgnąć wzrokiem. Nie mogła nic zrobić, jak przemienić się w Biedronkę i rozmyślając, udać się z powrotem na parkiet, aby pilnować dalej księcia Adriena.

Rozdział X

Adrien szukał w tłumie dziewczyny posiadającej piękne fiołkowe tęczówki. Wkrótce zauważył ją, stojącą przodem do wysokiego bruneta, który najwyraźniej miał problem z wypowiedzeniem do niej chociaż jednego słowa. Podszedł do niej szybkim krokiem i położył swoją dłoń na jej delikatnym ramieniu. Dziewczyna wzdrygnęła się i gwałtownie odwróciła. Nie mogła uwierzyć własnym oczom, kiedy zobaczyła Adriena. Książę wpatrywał się w jej przecudne oczy.. Pocałował jej dłoń i spytał o jeden taniec. Dziewczyna nie odmówiła, więc rzucając nienawistne spojrzenie chłopakowi, który nadal stał jak słup soli w tym samym miejscu, zaprowadził ją na sam środek parkietu. Już za chwilę wirowali wsłuchani w dźwięki klasycznej muzyki. Nagle usłyszał ciche pikanie. Dziewczyna momentalnie się od niego oderwała i przepraszając, pobiegła w kierunku zaplecza. Zrozpaczony książę nie chciał wracać na podest. Wiedział, że czekała tam na niego Lila, a razem z nią Chloe. Zresztą dziewczyny miały bardzo podobne charaktery. Gdyby nie kłóciły się o jego serce, mogły by się zaprzyjaźnić.. Postanowił więc przejść się na taras. Kiedy tylko wyszedł z zamku jego twarz uderzył delikatny, letni wietrzyk. Towarzyszył mu, aż dotarł do swojej ulubionej ławki, ukrytej wśród dziko rosnącej, pnącej róży. Usiadł wygodnie i skierował swój wzrok w gwiaździste niebo. Te odległe punkty na niebie zawsze przypominały mu oczy jego matki.. A teraz również tej niezwykłej dziewczyny. Nie wiedział nawet jak ma na imię, ale wie, że zajęła puste miejsce w jego sercu. Od czasu odejścia matki Adrien nie był nigdy tak radosny jak przy tej cichej córce piekarza. Miał wrażenie, że znają się od dawna. Nagle przez niebo przeleciało jasne światło. Chłopak zamknął oczy i pomyślał życzenie. Jednak nie mógł długo się rozkoszować tą błogą chwilą, ponieważ usłyszał szelest za swoimi plecami. Powoli się odwrócił i wstał, cały czas wpatrując się w zieloną gęstwinę. Jednak liście nie poruszyły się po raz drugi. Zaniepokojony, wrócił do środka. Bezszelestnie wtopił się w tłum, ciągle przybywających gości. Tym razem nie znalazł swojej „pani”. Ciągle nerwowo spoglądał w stronę podwyższenia, gdzie siedział jego ojciec wraz z królem i księżniczką Włoch. Był pewien, że jeżeli tylko się tam pojawi, władca da upust swoim emocjom. Jak na razie nie chciał wysłuchiwać jego „wykładów” odnoście dobrego wychowania. Co on o tym wie, jeżeli sam już znalazł dla niego żonę? Brakuje tylko, aby ustalił datę ślubu z nadwornym księdzem… Jednak mimo wszystko kochał swojego ojca. Wiedział, że chce dla niego jak najlepiej.. Ale jakim kosztem? Przechodził przez kolejne, puste korytarze, aż wreszcie zatrzymał się przy wielkim portrecie sprzed kilkunastu lat. Staną twarzą w twarz z uśmiechającą się szeroko jego matką.. Miała taką samą, lekko opaloną skórę oraz malinowe usta. Jej piękne, szmaragdowe oczy wesoło spoglądały na świat. Jednak malarz nie potrafił namalować tych charakterystycznych dla nich iskierek.. Nawet jego ojciec wydawał się wtedy szczęśliwy.. Brakuje mu tych dobrych, starych czasów.. Postanowił jednak wrócić na bal. Musi się dowiedzieć jak ona ma na imię… Nie zauważył, że ciągle przyglądają mu się ciekawskie, szare oczy.. Kiedy Adrien oddalił się na stosowną odległość, mężczyzna wyłonił się z cienia. Wyprostował się i otrzepał z kurzu ramiona. Obserwował księcia od kilku dni, próbując wyłowić z jego informacje. Jednak znaleźć jego słaby punkt było bardzo trudno.. Teraz jednak już wiedział. Jego matka. W głowie po woli zaczął się rodzić podły plan.. Jednakże najpierw musiał nie dopuścić do ślubu. Adrien nie może mieć nikogo, kto zajął by po nim w spadku tron.. On do tego nie dopuści. Korona królewska należy się tylko i wyłącznie jemu!

Rozdział XI

Kiedy dziewczyna wróciła do Sali balowej, nie zauważyła księcia na podwyższeniu. Wypatrywała go w tańczącym tłumie, ale również nic. Zaniepokojona, krążyła dookoła pomieszczenia i wpatrywała się w każdy odchodzący od niej korytarz. Jednak nadal nie mogła go znaleźć. Po jej głowie zaczęły krążyć najgorsze myśli.. Co jeśli coś mu się stało? Zawiodła. Nie dość, że samą siebie, to jeszcze Tikki i tamtą starszą kobietę.. Wszyscy na nią liczą, ale ona potrafi tylko wszystkich zawieść. Zresztą jak zwykle.. Jednakże, kiedy powróciła wzrokiem na parkiet, ujrzała jego zielone tęczówki.. A więc nic mu nie jest. Odetchnęła głęboko i dopiero teraz dotarło do jej uszu ciche pikanie kolczyków. Jak najszybciej znalazła się w kuchni. Tam, odnajdując pomieszczenie dla służby, przemieniła się. Który to już raz? Trzeci? Straciła już rachubę. Znalazła coś dla Tikki i opadła na podłogę. Oparła swoje plecy o ścianę i oddała się swoim myślom. Ostatnio coraz więcej wspomnień i teorii kotłowało się w jej głowie. Piękne oczy księcia przeplatane przez obrazy starszej kobiety i tajemniczego mężczyzny w czarnym stroju.. Wszystko było takie tajemnicze i zagmatwane. Z powrotem na ziemię ściągnął ją dość piskliwy głos pewnej nastolatki.
- Co ty tutaj jeszcze robisz?! Bal się już skończył!
Dziewczyna obrzuciła ją wściekłym spojrzeniem i wyszła. Marinette dopiero teraz zauważyła, ze dwie ostatnie służące wychodzą z pomieszczenia. Szybko się zerwała i podążyła za kobietami. Przechodząc przez parkiet, zauważyła odwróconego do jej tyłem księcia. Może faktycznie przyjdzie na ten casting za dwa dni? Tak łatwiej by było go obserwować.. Nagle wpadł na nią pewien mężczyzna. Nie odezwał się nawet słowem, tylko ruszył dalej przed siebie. Marinette stała jeszcze chwilę w osłupieniu. Wyczuwała emitującą od niego złą energię.. Ale co to znaczy? Czyżby książę naprawdę miał jakiegoś wroga? Odwróciła głowę i odprowadziła wzrokiem nieznajomego aż do zakrętu. Szybko dogoniła pozostałe służące i wyszła wraz z nimi przed zamkowe ogrody. Tam odłączyła się od grupy i z powrotem przemieniła się w Biedronkę. Przeskoczyła przez mur i ciemnymi uliczkami ruszyła w stronę swojego domu. Nie wiedziała jednak, że zielone tęczówki przyglądają się każdemu jej kroku.. Podążała leniwie krokiem w stronę najbiedniejszej dzielnicy Paryża. Wiedziała, że jej rodzice zauważyli nieobecność ich córki. Dlatego po drodze, już odmieniona, zahaczyła o dom jej największej przyjaciółki Alyi. Odebrała należytą jej porcję mąki i zamieniwszy parę słów z dziewczyną wróciła do domu. Poprosiła ją o dochowanie tajemnicy. Postanowiła okłamać rodziców i powiedzieć im, że przez ten cały czas była u niej.. Jednak oni na pewno załatwią jej więcej pracy na pokutę. No cóż. Zaniedbała swoje domowe obowiązki.. Kiedy przekroczyła próg mieszkania, jej matka rzuciła jej się na szyję.
- Dziecino, gdzieś ty była? – zapytała z wyczuwalną troską w głosie.
- U Alyi. Przyniosłam mąkę – uśmiechnęła się.
Kobieta odetchnęła i jeszcze raz przytuliła córkę. Zabrała od niej mąkę i poszła do kuchni, aby ją tam zostawić. Tymczasem Marinette udała się do swojego pokoju. Rzuciła się na łóżko i skierowała wzrok na sufit. Za raz potem Tikki wyleciała z ukrycia i usiadła obok dziewczyny. Tym razem o dziwo nie prosiła o ciastka, tylko.. Przytuliła się do córki piekarza. Zaskoczona nastolatka początkowo nie wiedziała co powiedzieć. Na szczęście mała istotka zrobiła to za nią.
- Byłaś dzisiaj niesamowita. Wiedziałam, że dobrze wybrałam – kwami uśmiechnęło się.
Jednak nie doczekała się odpowiedzi, ponieważ dziewczyna zasnęła. Był to dla niej naprawdę męczący dzień. Ciągłe bieganie do kuchni i z powrotem.. Oraz ta dziwna sytuacja ze starszą kobietą.. Tikki przykryła dziewczynę kocem i przygotowała dla siebie posłanie. Za nim poszła spać, jeszcze raz spojrzała na swoją podopieczną. Od dawna nie było tak wyjątkowej biedronki.. Kiedy tylko dotknęła główką poduszeczki, od razu oddała się w objęcia Morfeusza.

Rozdział XII

Adrien gorączkowo szukał w tłumie granatowych włosów ukochanej.. Dziewczyna jakby zapadła się pod ziemię. Po nie owocnych poszukiwaniach, powrócił na podest. Tak jak podejrzewał, czekał tam na niego lekko zirytowany ojciec wraz z nadal poważnym królem Włoch i znużoną Lilą. Wszyscy spojrzeli na niego w tym samym momencie. Jednak książę nie wzruszony surowością wpisaną w wzrok ojca, usiadł na swoim miejscu i spoglądał na tłum tańczących par. Na nowo zmotywowana dziedziczka słonecznego państwa, podeszła do niego.
- Wszystko dobrze? – zapytała jak najdelikatniejszym tonem na jaki było ją stać. Jednak daleko było jej od ideału, który książę poznał tego dnia w piekarni.
Chłopak spojrzał na nią wymownym wzrokiem. Bardzo dobrze wiedział, że jest to tylko gra. Lila pragnęła zagrać na jego uczuciach, jak na skrzypcach. On jednak aż tak łatwo się nie da. Zamiast odpowiedzieć, wstał i lekko ukłonił się przed dziewczyną.
- Chciałbym panią zaprosić do tańca – powiedział z niewyczuwalną nutką jadu w głosie.
Dziewczyna bardzo się uciszyła na propozycję Adriena. Od początku balu po cichu na nią liczyła. Tymczasem król Gabriel wpatrywał się w wirującą już na parkiecie parę. Był przekonany, że jego syn wreszcie pogodził się z myślą o małżeństwie i próbował naprawić swoje relacje z Lilą. Jednak książę chciał tylko, aby chociaż nikły uśmiech zagościł na jego twarzy. Nie udało mu się. No cóż. Może już nigdy mu się nie uda.. Na pewno nie po ucieczce ze ślubnego kobierca. Za nic w świecie nie zgodzi się na to małżeństwo. Ostatnio coraz bardziej mu brakowało matki. Ona nigdy by na coś podobnego nie pozwoliła. Zawsze wnosiła do domu trochę światła. Niewiasta w czerwieniu trochę mu ją przypominała. Iskierki w jej pięknych lawendowych oczach były tak znajome. I wtedy nagle ją ujrzał. Wychodziła ukradkiem z kuchni. Zaintrygowany, przeprosił księżniczkę i pobiegł za ciemnowłosą. Jednak trop za nią urwał się tak szybko, jak się pojawił. Stanął w miejscu i rozglądał się na boki. Nie mógł uwierzyć, że znowu ją zgubił. I wtedy stracił już nadzieję. Król wstał ze swojego tronu i ogłosił koniec balu. Najpewniej Lila powróciła do niego, a on wściekł się nie na żarty. Adrien czuł, że dzisiejsza rozmowa z ojcem nie będzie się zaliczała do tych najprzyjemniejszych. Mimo wszystko stanął tuż przed wejściem do sali balowej i dziękował za wspólnie spędzony wieczór wszystkim osobom, które wychodziły. Wkrótce nadszedł czas na służbę. Ze spuszczonymi głowami dziewczyny w czarnych strojach mijały księcia. Kiedy wydało by się, że już wszystkie przekroczyły próg, przybiegły dwie ostatnie. Jedna z nich uderzająco podobna była do dziewczyny w pięknej, czerwonej sukni. Adrien odprowadził ją wzrokiem jak najdalej mógł. Kiedy się odwrócił, czekały na niego gniewny ojciec. Jednak władca próbował zatuszować swoje negatywne emocje. Podszedł wraz z Adrienem do honorowych gości, którzy wraz z nimi czekali, aż wszyscy opuszczą salę.
- Nathalie pokaże wam pokoje – powiedział spokojnym tonem władca Paryża – Rozgośćcie się. Jutro śniadanie planowane jest na godzinę dziewiątą.
Lila ciągle wpatrywała się w piękne tęczówki Adriena. Dlatego początkowo nie usłyszała słów króla. Dopiero kiedy jej ojciec ją upomniał, odwróciła wzrok i podążyła za służką. Kiedy tylko opuścili pokój, Król zwrócił się do swojego syna. Napotkał lekko zdziwione szmaragdowe tęczówki.
- Razem z Stefano stwierdziliśmy, że nie ma sensu, aby wrócili wraz z panienką Lilą do Włoch. Zostaną tutaj, aż do waszego ślubu. - oświadczył
Adrien nie wierzył w słowa, które usłyszał od ojca. A więc jednak zaplanowali im i ślub? Gabriel chyba zauważył nietęgą minę syna.
- Spokojnie, będziecie mieli jeszcze czas aby się poznać. Dokładna data nie została jeszcze ustalona. – dodał ze spokojem.
Chłopak jednak nie mógł tego dłużej słuchać. Szybko udał się do swojej komnaty i zamknął od środka. Ojciec nie będzie planował mu całego życia. Nie dopuści do tego. Zacisnął mocniej rękę na pierścieniu..

Rozdział XIII

Ciepłe promienie słońca powoli dostawały się do pokoju nad piekarnią. Jednak Marinette od dawna tam nie było. Zerwała się przed słońcem i udała się do piekarni. Tam od kilku godzin łączyła produkty na ciasto francuskie i piekła najprostsze croissanty. Uznała, że musi jakoś odpracować swoją nieobecność. A dzisiaj zdarzyła się idealna okazja. Rodzice mieli duże zamówienie, złożone przez wysłannika samego króla. Właśnie wyciągała pierwszą partię ciepłych bułek z pieca, gdy zeszła do niej jej matka. Przez chwilę przypatrywała się córce.
- Dziecino, odpocznij – odrzekła zatroskana.
Dziewczyna nie odpowiedziała od razu. Wyjęła wszystkie rogaliki i wstawiła kolejną partię. Dopiero, kiedy zamknęła drzwiczki od pieca, odwróciła się twarzą do rodzicielki.
- Naprawdę. Za chwilę się przemęczysz. Idź na górę, ja się już tym zajmę – powiedziała wypychając delikatnie córkę w stronę schodów.
- A.. Ale nie było mnie cały wczorajszy wieczór – odwróciła się, aby spojrzeć jej w oczy – Muszę nadrobić swoje obowiązki.
Jednak Marinette była już w swoim pokoju, a kobieta zamykała za nią drzwi. Zrezygnowana, rzuciła się na łóżko. Zapowiadał się naprawdę malowniczy dzień. Świergot ptaków nie dawał jej racjonalnie myśleć. W końcu zdecydowała się na założenie zaczarowanych kolczyków. Oślepiło ją ponownie czerwone światełko, z którego wyłoniła się mała istotka. Popatrzyła na nią swoimi wielkimi oczami i przysiadła obok niej.
- Tikki, dzisiaj idziemy do lasu, aby poszukać inspiracji – powiedziała z pewnością w głosie.
Stworzonko popatrzyło na nią wymownie. Od kiedy Marinette została jej podopieczną nigdy nie wychodziły z obrębu królestwa. Tymczasem na nowo zmotywowana dziewczyna przebrała się w jedną z najbardziej znoszonych sukienek – jej ulubioną. Szybko odszukała chustki, którą zarzuciła sobie na głowę. Do małego koszyka wrzuciła skrawki pergaminu i gęsie pióro. Wychodząc z domu otrzymała od rodziców paczuszkę ze świeżym pieczywem. Idealnie zmieściła się do wiklinowego pojemnika, zostawiając jeszcze trochę miejsca dla Tikki. Zadowolona, ruszyła w stronę zielonego zakątka. Po drodze nie spotkała nikogo, zresztą nie zwróciła na to uwagi. Najprawdopodobniej wszyscy jeszcze wspominali wczorajszy wieczór.. Jednak ona chciała o nim jak najszybciej zapomnieć. Była to jej pierwsza misja, co prawda udana, jednak zbyt często traciła go z pola widzenia. A na to nie mogła sobie pozwolić. Tymczasem dotarły na skraj miasta. Przed nimi ukazała się ściana drzew. Marinette ostrożnie przedzierała się przez pierwszą gęstwinę, aby odnaleźć ścieżkę. W końcu natrafiła na wydeptaną przez zwierzęta drogę. Doskonale wiedziała, że prowadziła ona nad strumień. Tam właśnie postanowiła spędzić dzisiejszy dzień. Wkrótce do uszu dziewczyny dotarł szum wody. Przyśpieszyła kroku i już wkrótce wkroczyła na zieloną polanę. Usiadła pod drzewem i przez chwilę wsłuchiwała się w szum drzew. Następnie przyjrzała się spienionej rzece. Wyjęła z koszyka pióro i zawiesiła je nad gładką taflą pergaminu. Powoli zaczęła kreślić linię. Tymczasem Tikki wyleciała z wiklinowego „więzienia”. Rozejrzała się po okolicy i usiadła obok rysującej dziewczyny. Po paru minutach Marinette przyglądała się skończonemu projektowi. Przedstawiał on lekką, zwiewną sukienkę utkaną ze złotej i rubinowej nici.
- Masz wielki talent – zachwycała się kwami.
- Nie sądzę.. Zresztą i tak one nigdy nie ujrzą świata dziennego – powiedziała zwijając pergamin – Nikt nigdy się nimi nie zainteresuje..
- Och, Marinette. Na pewno Ci się uda – odpowiedziała uśmiechając się.
Dziewczyna odpowiedziała jej tym samym. Wyjęła z kosza paczuszkę od rodziców. Zdziwiła się, kiedy znalazła w niej oprócz croissantów dwa ciasteczka. Podała je istotce, a sama zjadała swoją porcję. Nagle coś przeleciało nad ich głowami. Mały cień wyraźnie odbił się od jasnej trawy. Zdezorientowane, wpatrywały się w punkt w drzewie, gdzie zawisła czarna strzała. Marinette szybko zebrała swoje rzeczy. Tikki wleciała do koszyka. Za raz potem były w drodze powrotnej. Wiedziały jedno. Czarnego bełtu używali tylko myśliwi. A to oznaczało tylko kłopoty. Szybko znalazły się w murach Paryża. Dziewczyna zwolniła kroku i zajrzała do wiklinowego pojemnika. Tak jak przypuszczała. Zapomniała pióra!

Rozdział XIV

Adriena obudziły promienie słoneczne. Szybko zerwał się ze swojego łoża. Służący, który właśnie wszedł do komnaty był bardzo zszokowany nagłym ruchem księcia. Szykował się w duchu na długi proces budzenia chłopaka, lecz on go wyręczył. Patrzył więc lekko zszokowanym wzrokiem na księcia stojącego do niego tyłem.. Odchrząknął, aby zwrócić na siebie uwagę.
- Paniczu, dzisiaj w nocy przyjechał do nas gość. Król chce, abyś jak najszybciej zszedł na śniadanie się przywitać – wypowiedział z powagą w głosie.
Popatrzył się jeszcze na niego zmartwionym wzrokiem i wyszedł, zostawiając dziedzica tronu samego. On niechętnie podszedł do garderoby i wybrał odpowiednio eleganckie ubranie. Przebrał się i zszedł po schodach do jadalni. Przy stole zastał swojego ojca, wpatrującego się w puste miejsce przed sobą. Usiadł po jego prawej stronie i w raz z nim czekał na tajemniczego gościa. Po kilku minutach w korytarzu ukazał się mężczyzna. Dopiero, kiedy zajął swoje miejsce, chłopak zauważył szare tęczówki przypatrujące się każdemu szczegółowi. Nie odezwał się jednak ani jednym słowem. Wkrótce przybyła również rodzina królewska z Włoch. Lila wyglądała na naprawdę uradowaną możliwością siedzenia obok Adriena. Najwyraźniej ona nie miała nic przeciwko ich małżeństwu. Król Włoch natomiast wyglądał na naprawdę zmęczonego, jakby nie spał przez całą noc. Pierwsze służące przyniosły półmiski z jedzeniem. Wszyscy czekali na przemówienie króla, w którym pozwoli im zacząć posiłek. Na szczęście władca Paryża nie ubierał swoich wypowiedzi w wymyślne słowa, więc głodni mieszkańcy zamku szybko napełnili swoje naczynia. Jednak książę nie był głodny. Czekał na jakiekolwiek słowa wyjaśnienia jego ojca. On jednak ze spokojem zjadł śniadanie. Odstawił pusty półmisek, wytarł twarz chustką. Spojrzał w zielone oczy chłopaka.
- Adrienie, to jest mój brat, Feliks – powiedział bezbarwnym głosem.
Chłopak nic więcej się nie dowiedział. Został odesłany do swojego pokoju, aby przygotować się do dzisiejszej wyprawy na polowanie. Naprawdę dawno nie opuszczał murów miasta. Najwyraźniej obecność gościa, wpłynęła na decyzję jego ojca. Matka uwielbiała leśny strumyk. Jednak po jej zniknięciu, król zakazał wychodzić z Paryża. Adrien nie rozumiał wielu jego decyzji.. Mimo wszystko nadal go kochał i był mu posłuszny. Szybko się przebrał i gotowy do drogi zszedł na dół. Czekał tam na niego Feliks… Oraz Nino.
- Twojemu ojcu wypadły ważne obowiązki. Dlatego przysłał tego.. młodzieńca. – powiedział z nutką jadu w głosie.
Adrien przytaknął. Przyzwyczaił się, że nie może na niego liczyć. Zawsze w ostatniej chwili znajdywał jakąś wymówkę. Ostatnio miał coraz większe wrażenie, że król go unika. Ruszył, więc za swoim wujem. Nadal nie ufał mu do końca. Nagle z dnia na dzień dowiaduje się o jego istnieniu. Zresztą dlaczego ich odwiedził? Jakoś wcześniej nie miał na to czasu lub ochoty.. Dotarli do stajni, gdzie służący właśnie kończyli szykować konie na podróż. Wkrótce galopowali przez opustoszałe uliczki Paryża. Zatrzymali się dopiero przed zieloną ścianą lasu. Przez gęstwinę prowadził ich brat króla, który zaskakująco dobrze znał drogę. Dotarli, więc do małej polanki, z której rozchodziło się wiele pomniejszych ścieżek.
- Tutaj zaczniemy polowanie – mówił spokojnym głosem – Jak pewnie słyszycie, niedaleko jest strumień – tutaj zrobił pauzę – Więc powinno być dużo zwierzyny.
Zsiedli z koni i ukryli się w cieniu drzew, aby czekać na odpowiednią okazję. Siedzieli tam dość długo, lecz kiedy już mieli się poddać, usłyszeli dźwięk skrzydeł. Szybko się zerwali na równe nogi. Pierwszy do łuku jednak dobrał się Adrien, który z wielką precyzją wystrzelił w stronę ptaka. Pierwsza strzała chybiła. Dopiero za drugim razem trafił w skrzydło. Martwy ptak spadł na ziemię niedaleko polany. Chwilę potem przyniósł go lekko zniesmaczony Nino. Położył zwierzynę przed w niebo wziętym Adrienem. Po raz pierwszy w życiu coś mu się udało. Spojrzał na wuja. Jednak jego twarz nie wyrażała żadnych emocji.
- Gratulacje – wypowiedział bez cienia euforii mężczyzna.
Chłopak mimo woli się uśmiechnął i spojrzał w stronę gdzie poleciała pierwsza strzała. Powinien ją odzyskać.. Ruszył więc przez gęstwinę podmiejskiego lasu. W końcu dotarł na o wiele mniejszą polankę niż ta z której polowali. Szybko odszukał strzały, która tkwiła w drzewie. Jednak wracając zauważył coś dziwnego.. Gęsie pióro leżało na ziemi. Jakby ktoś w pośpiechu zapomniał go zabrać ze sobą.. Podniósł je i wrócił do towarzyszy. Usiedli z powrotem w swoich kryjówkach i czekali na następną zwierzynę..

Rozdział XV

Nastał ten dzień. Dzień przesłuchania. Wczoraj Marinette ledwo się zmusiła do powiedzenia matce całej prawdy. Jednak ona przyjęła to z wielką radością. Cieszyła się, że jej córka czymś się zajmie, ciągle sobie wypominała, że przez ich kiepską sytuację finansową musi pracować w piekarni. A teraz nadarzyła się okazja na nowe życie jej ukochanej Mari. Zerwała się więc jeszcze wcześniej, i przygotowała pokrzepiające śniadanie. Posiadaczka miraculum biedronki wkrótce zeszła ze swojego piętra i posłała zaskakujące spojrzenie swojej matce. Miała wrażenie, że ona bardziej się stresuje niż ona. A to naprawdę duży wyczyn. Praktycznie przez całą noc nie spała, nękana koszmarami. Jednak trzeba wstać i iść dalej. Tą dewizę powtarzała sobie od dłuższego czasu. Zjadła więc posiłek, przebrała się w jak najbardziej elegancką sukienkę i zakładając chustę na głowę, pożegnała się z kochającymi rodzicami. Ruszyła przed siebie, wspinając się po wąskich uliczkach na wzgórze zamkowe. Po drodze przypatrywała się przechodzącym obok niej niewiastą. Jednak żadna z nich nie wydawała się wyruszać w stronę zamku. Bardzo cieszyła ją ta myśl. Praca dla królewskiej rodziny to jej marzenie, które właśnie miało się spełnić. Nagle przed jej oczami wyrósł piękny, ceglany zamek. Przeszła przez wszystkie zabezpieczenia i starając się nie oglądać dookoła odszukała kolejkę potencjalnych kandydatek. Tak jak się jej wydawało, dziewczyn nie było za dużo. Wkrótce wyszła im naprzeciw kobieta w czarnej sukni i włosami spiętymi w ciasnego koka.
- Witajcie na przesłuchaniu do zamkowej służby – powiedziała chłodnym tonem – Król Gabriel poszukuje trzech nowych służących, ponieważ poprzednie odeszły na emeryturę. Za chwilę każdą z was zaproszę do osobnego pomieszczenia, gdzie zadam wam kilka pytań. Następnie wspólnie z księciem Adrienem wybierzemy odpowiednie kandydatki. Powiadomimy was następnego dnia.
Kobieta weszła do pomieszczenia obok z dziewczyną, która stała pierwsza w kolejce. Rozmowa nie trwała długo. Tuż po niej weszły po kolei dwie brunetki, aż nastała kolej na Marinette. Zestresowana weszła do oświetlonej komnaty. Usiadła naprzeciwko wysłanniczki króla i czekała na pierwsze pytanie.
- Imię i nazwisko?
- Marinette Dupain-Cheng.
- Miejsce zamieszkania?
- 12 Gottlieb Street
Dziewczyna zauważyła, że kobieta podniosła lekko brew z nad zeszytu. No tak. Przecież mieszka w najbiedniejszej dzielnicy Paryża.
- Czym się zajmują rodzice?
- Są piekarzami cukiernikami.
Kolejny raz. Marinette cieszyła się, że nie widziała miny Nathalie.
- Dlaczego ubiegasz się o tą posadę?
Kobieta podniosła wzrok z nad pergaminu i popatrzyła się prosto w oczy dziewczyny.
- Na balu długo się przyglądałam pracy służących. Bardzo mi się spodobało ich zajęcie. Wiem, że jest to dość ciężka praca, jednak w życiu robiłam już trudniejsze rzeczy.
- Dziękuję. Możesz zawołać następną.
Dziewczyna wyszła i złapała głębszy oddech. Najtrudniejszy moment już za nią. Miała nadzieję, że wcale aż tak źle jej nie poszło.. Ruszyła w kierunku swojego domu. Stwierdziła, że zajrzy jeszcze do Alyi, aby podziękować jej raz jeszcze za pomoc. Skręciła więc w wąską uliczkę, a jej oczom ukazał się wielki młyn. Tuż obok niego zbudowany był drewniany dom, w którym mieszkała jej najlepsza przyjaciółka. Zapukała delikatnie w drzwi, jednak nikt im nie otworzył. Zdezorientowana, podeszła do budynku obok. Tam dowiedziała się, że rodzina Césaire wyjechała na kilka dni z miastach w celach służbowych. Marinette nie mogła nic innego zrobić, jak powrócić do piekarni rodziców. Weszła do środka, szybko przebrała się w roboczą sukienkę i założyła fartuch. Stwierdziła, że może być to jeden z ostatnich dni, kiedy może im pomagać. Weszła więc do pomieszczenia w którym znajdywał się wielki piec. Jednak kiedy poczuła na sobie wzrok matki od razu wiedziała, że nie dane jej będzie przyrządzanie ciasta.
- Dziecino, wróciłaś! Co ty tutaj robisz? Powinnaś odpoczywać zanim będziesz pracować w zamku.. – powiedziała zatroskana.
- Mamo! Nic jeszcze nie wiadomo. I nie chcę odpoczywać! – próbowała się targować.
Jednak kiedy wypowiedziała ostatnie słowa, była już przed schodami do pokoju. Sabine znowu nie pozwoliła wejść jej do piekarni.

Zobacz także

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki